|
czwartek, 11 marca 2010
Tęsknoty ciąg dalszy
Czekam, czekam wytrwale. Tak bardzo dotykają, dotykają mnie dni, Moja tęsknota jest tęsknotą planet - zmarzłych, tęskniących a Ty jesteś Słońcem, Ty jesteś w moim tętnie - we mnie powstajesz najgłębiej. I każdy oddech na mrozie krzepnie - przypomina, że jesteś. Znów odeszłaś ode mnie... Nie umiem powiedzieć słowem, Nie słowem - tęsknię. Ale rękoma zamykającymi przestrzeń. Ale krwią obmywającą ręce Nie wiem co kocham bardziej - Ciebie czy pragnienie za Tobą Tak, bo diabelsko tęsknię. Tęsknię nawet gdy Cię mam, a co dopiero gdy Cię brak. Wcale mi się to nie podoba, a co najgorsze - boję się, że mimo tego czekania i tak Cię stracę. Trudno jest pozostać optymistą. Tak, Meridko, tęsknię za Tobą. Za Wami dwiema już nawet. A osoby, które się z tego śmieją lub nie rozumieją - cóż... szkoda mi Was BARDZO. Minęło 9 tygodni, ponad 60 dni. Ostatni raz tak długo bez roweru byłem chyba w wieku dziesięciu lat... ![]()
czwartek, 04 lutego 2010
Napierdalamy.
Bez roweru formalnie mi się nudzi. Muszę się jakoś ruszać bo nie potrafię siedzieć na dupie. Biegać chciałem, z tym poczekamy na decyzję lekarza. Z rowerem czekamy wciąż. I wciąż... Także od pewnego już czasu robię sobie treningi, codziennie. I umieram równie codziennie. Nudne to, znaczy lubię ale wolę ruch-ruch... Ale przynajmniej są fajne rezultaty więc motywacja do zajęcia się czymś jest. Jednakżee... Ja chcę rower?! Generalnie mało snów pamiętam. BARDZO rzadko budzę się rano czy też przypominam w trakcie dnia. Ale ostatnio? Sen za snem... Rower śnił mi się już tyle razy, że nawet ich wszystkich nie pamiętam. W przeróżnych sytuacjach - składania nowego, jazdy na starym, wspomnień, planów... Wciąż wchodzę do pokoju, zapalam światło i patrzę na rozłożoną Meridę. Szkoda Jej, źle tak wygląda. Pocieszmy się, że będzie miała...wszystko wymyte :P. Na pulpicie także króluje już rower, planowany. Który jest wielką niewiadomą. Ale ja chcę jakikolwiek, byle bym mógł na nim normalnie jeździć... A póki co się kokszę, bo mi się nudzi. Hołd Nikonowi: ![]()
piątek, 15 stycznia 2010
Out of season
Sezon skończył się podobno już jakiś czas temu. Zaczął się nowy rok, wyzerował się zatem licznik. Ostatnio pyknęło mi 33km, Masa Krytyczna Gliwice. I tyle, i licznik nie naliczy więcej kilometrów aż do połowy marca, może do kwietnia...
Bo nie moge, bo gdy tylko wsiądę i przejadę kilka kilometrów to czuję kolano. I tak powinienem się cieszyć, jeszcze niedawno było to i kolano i ścięgna.
Boli a potem przez dwa dni ledwo chodzę, o wstawaniu z krzeseł to już w ogóle lepiej nie mówić. I bardzo chcę żeby ta przerwa coś dała, ale trochę w tą przerwę wątpię = <. Poszukiwania lekarza.
![]() Nikon. Leży na półce praktycznie cały czas, od miesięcy już. Spoglądając w katalog ze zdjęciami z ledwością można zauważyć foldery ze zdjęciami nie-robionymi-w-domu. A żeby go gdzieś zabrać stricte w celu robienia zdjęć to już w ogóle ze świecą generalnie szukać oO. W góry nie jeździ bo ciężki i w gruncie rzeczy delikatny, na rower też nie, na co dzień też średnio. ![]() I tak trochę Nikon tribute, bo pewnie często będę do wielu Jego zdjęć wracał i często będzie mi Go brakować (choć chyba o to chodzi.. :)). Skoro portrety Go nie uratowały to nic już tego nie zrobi, portrety Go pogrzebały... :]. Ale tylko Jego.
![]() ![]() I NAJLEPSZE, którego jeszcze nigdzie nigdy nie pokazałem.. =P. Także najlepsza dziewica: ![]()
piątek, 04 września 2009
Bezsens?
M: była mowa o poczuciu bezsensu X: czego? M: no bezsensu X: nie ma czegoś takiego jak bezsens... M: dlaczego? X: nie ma czegokolwiek, co byłoby pozbawione sensu. Coś może wydać Ci się nieprawdidłowe, niemoralne, nie mające dla Ciebie żadnego znaczenia, nie warte uwagi, niemiłe... Ale nie może nie mieć sensu - zawsze jakiś ma, tylko nie zawsze musi Ci się ów sens zgadzać z tym, co chciałbyś żeby istniało, było. M: czyli gdy twierdzę, że coś jest bez sensu, to tak naprawdę wypieram to tylko z mojej głowy, bo mi nie pasuje? Nie kumam X: nie wiem, M: ja jednak będę twierdził, że mam czasem poczucie bezsensu. X: i jak to zdefiniujesz? M: że... że to co się dzieje, co robię, co odczuwam i obserwuję jest dla mnie czymś, co nie ma żadnego celu, żadnej przyszłości, żadnego znaczenia, bo i tak do niczego nie doprowadzi X: więc po co to robić? M: bo jest... miłe. X: więc niech będzie A jakże proste jest to dla Słownika Języka Polskiego!!! Cytuję: bezsens 1. «brak sensu» 2. «coś bezsensownego» Polecieli...
piątek, 24 lipca 2009
Chcenia, tak?
Tylko czego ja chcę? Czuję się trochę jak osoba stojąca na krawędzi i podejmująca ostateczną decyzję, w którą stronę ma zrobić krok. Jak niepewny samobójca. Już raz stchórzyłem, mam ogromną ochotę stchórzyć ponownie. Chociaż jest to jednocześnie bardzo nie fair. A z drugiej strony dobre dla drugiej strony.
No i jak tu podjąć decyzję? Po części już dla mnie za późno, skoro powiedziało się "A", trzeba powiedzieć "B". Tak mówią, chociaż nikt do niczego nie zmusi prawda? Pamiętam, że jakiś czas temu podobnie się bałem, sprawa też była trochę podobna. Wtedy się ośmieszyłem, teraz nic się nie zmieni bo ośmieszam się od prawie dwóch lat. Dwa lata a ja nie mogę nic z tym zrobić, nie sądziłem, że jestem tak słaby. Nie pragnę szczęścia kosztem Pani
wtorek, 14 kwietnia 2009
Chcenia
![]() Nie zawsze ma się to, czego się chce. Ale ja niedługo będę miał coś, czego chcę. Coś innego, ale jednak
niedziela, 05 kwietnia 2009
Kilometrowo
Rano laptop umarł. Chodził jak się okazało całą noc, nie chciał się wyłączyć. A po wyłączeniu wieszał się przy starcie. No to śrubokręt w dłoń. I tym razem rozłożyłem go niemal całkowicie, okazało się to prostsze niż myślałem (chociaż do chwili obecnej go nie skręciłem ;) ). Pomijając kwestie techniczne - obecnie chodzi. Jestem prO. ![]() Przez te poranne przygody późno wyjechałem na bajka. Nie zjadłem też śniadania, nie wziąłem jedzenia. Mądre to to nie było, ale też nie planowałem zrobić więcej niż 50km więc bez "hardkoru". Były Kończyce, Chudów, Ornontowice, Orzesze, Gostyń, Kobiór, Wyry, Łaziska Górne, Mikołów itd.. Był też Zgoń (a.k.a. Zgon), heh. Była też Zawiść, była Zazdrość.. Później były też rzeczone już Łaziska. Te monumentalne hałdy kopalniane są niesamowite. Równie niesamowite są tam podjazdy... O ile do Orzesza dotarłem ze średnią 29km/h (?!??!?!), o tyle od lasów w okolicach Gostynia przez Łaziska aż do Zabrza średnia zaczynała spadać :P. Duża w tym zasługa właśnie gór (naprawdę, GÓR) w Łaziskach właśnie. Każdemu mogę polecić podróż z Wyr, ulicą Łaziska, Wyrską, Pstrowskiego, Świerczewskiego, Orzeską i Brada aż do Góry św. Wawrzyńca ;). Nic dziwnego, że po drodze spotkałem kilka teamów, które trenowały tam podjazdy (pozdrawiam i dzięki za doping ^^). Piwo naprawdę wypłukuje organizm. Na początku dobiłem łydki sunąc po asfalcie w szybkim tempie, w Łaziskach przyszła pora na uda. Przyznam szczerze, że w Zabrzu na samym końcu podróży ledwo się toczyłem. Wyszedł trochę niezaplanowany kilometraż ;). Ale nie żałuję, wręcz przeciwnie. Średnia na sam koniec i tak mnie zadziwiła. Chociaż była niższa od topowych 29km/h o prawie 4, to i tak była bardzo dobrym osiągnięciem :). To wszystko siedzi w głowie. Zresztą głowa ta w Łaziskach Górych stymulowana była filmem ze wspinaczki Lance'a Armstronga na Luz Ardiden na Tour de France w 2003 roku. Wizja połączona z niesamowicie dobrze dobraną muzyką Tiesto powodowała, że niemal mdlałem podjeżdzając i - co najważniejsze - nie rezygnując. Aczkolwiek nie wiem jak ten robot to robi =P. A do Łazisk na pewno wróce. Także z aparatem (dziś nawet telefonu zapomniałem, więc nawet tym zdjęc nie mogłem zrobić :/). Lany poniedziałek/sobota
Powstawała tu powoli notka. Dość smutna miała być w założeniu. Bo tak sobie chciałem ponarzekać na sporo rzeczy. Leciał sobie jazz, było ciemnawo i nastrojowo. Obok stała woda z magnezem, na skurcze. Wstałem na chwilę, poszedłem do kuchni. Usłyszałem brzdęk. Szklanke zastałem leżącą na laptopie, od szklanki odbiegał właśnie białawy kot. Lepki płyn poleciał na laptopa, mysz, klawiaturę na USB. Muzyka zaczęła się ciąć. Wyszarpałem wszystkie odstające kable, wyłączyłem na twardo komputer i rzuciłem się po śrubokręty... Wniosek jest prosty, póki co HP wydaje się być wodoodporny. Tylko klawiatura zewnętrzna do czyszczenia ;). Serce miałem w gardle. Chyba bym się już załamał. Wystarczy mi chyba WiFi, wyjście TV, D-SUB, pad dysku... Trochę tego jest. Z tego wszystkiego odechciało mi się tu rozwijać. A miało być o Masie, o parach na ławkach, o kłótniach, o szczęściu i czekaniu, o jutrze (już dziś), o spacerze, o zdjęciach, o różu, o... Tak ogólnie. Mam pecha!. ![]() heh
piątek, 13 lutego 2009
Ministralna nagonka
Medialna i nie tylko medialna nagonka na Pana Ministra Czumę. Śmierdzi mi to tandetą. Pomijając fakt tego jak MAŁO interesuje mnie to, czy Pan Minister 18 lat temu miał długu 10$ czy też "wisiał" różnym bankom sumy idące w setki tysięcy dolarów. Nie obchodzi mnie, czy zwrócił je dobrowolnie czy też musiał w całą akcję być zaangażowany sąd. Interesuje mnie, że było to w przeszłości. Interesuje, że to już stare sprawy. No cholera czy to nie jest normalny człowiek? Nie mógł mieć długów? Śmieszna wypowiedź bodajże jakiegoś lewaka "minister sprawiedliwości musi być nieskazitelny", wcześniej zauważał, że te długi to nic wielkiego. A kto Mu broni być w przeszłości dłużnikiem? Multimedialna i polityczna nagonka. Teraz zacznie się prawdziwa fala. Nie zazdroszczę Premierowi, fakt. I tak mnie zastanawia... Dlaczego tak często muszę słyszeć o tym kto co robił w przeszłości, że kolejnego pajaca oskarżają o SB, inny płaci kartą poselską za swoje zakupy, jeszcze inny mówi śmieszne rzeczy, kolejny wyciąga wibratory. Chwila do kurczycy nędzy. Czy to tym się mają Ci WIELCY zajmować? Pociskaniem pierdół w mediach, na prywatnych blogach? Oskarżaniem wzajemnym, roztrząsaniem spraw wielkich i banalnych? Jak często słyszę takie rewelacje, oglądam zdjęcia topless zrobione na jakiejś plaży? Zbyt często. Zwłaszcza, gdy porównam to sobie do jakiegokolwiek przekazu merytorycznego. Dlaczego nie mogę częściej słyszeć, jakie to uchwalili ustawy, jak to spotkali się na porozumieniu międzypartyjnym aby dogadać się w pewnej sprawie, jakie zmiany w prawie szykują? Dlaczego? Co mnie interesuje zatrzymanie Jana Rokity kiedy mógłbym w tym samym czasie słyszeć o projekcie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, opiece zdrowotnej,... CZYMKOLWIEK?!! I jeszcze jedno. Fajne oskarżenie PiS-u. "Jak można mieć ministra z wyrokami". CÓŻ. Tak samo jak można było mieć PREMIERA z wyrokami. I to polskimi. Wszystko zależy od tego, gdzie się ma dupę. Nienawidzę. A tak poza polityką? :> Kokieteria. Wychwalanie. Adoracja. Skrywanie. Uzależnienia.
niedziela, 25 stycznia 2009
Komunikacja
Rozmowa jest taka spoko. Wiosna idzie? Lub przyszła. Druga w nocy - ciepło, przyjemnie. Podobnież w ciągu dnia. Miałem nadzieję, że zimy już nie zobaczę ale prognozy chyba mówią co innego... No ale, póki co trzeba korzystać z tego co się ma. ![]() A bo się komuś podoba :)
środa, 14 stycznia 2009
Zapomnienie
Jak się wyrzuca coś z głowy? A kogoś? ![]() Jakiś czas temu znalazłem odpowiedź w Google. Nie udało mi się jej jednak zrealizować. Niby opisane tam kroki muszą być skuteczne, ale jeszcze trzeba je wykonać. Móc, chcieć, podołać. Nawet gdy się chce to wystarczy jeden uśmiech i już chcieć się nie chce. Przerobiłem przed chwilą zdjęcie. Schiz bo obok była para, więc zrealizowałem go w Photoshopie czym prędzej, raniąc swój łeb jeszcze bardziej. No i potem pozostało tylko złapać się za głowę i mocno ścisnąc wydając dziwne odgłosy żeby wyrzucić z głowy. No i właśnie - chyba się nie da! Wszystkie działania będą jedynie doraźnymi. A w przeważającej większości przypadków będzie potem jeszcze gorzej. Pierwsze w tym roku kilometry na rowerze... Kilkanaście :/. No ale kiedy? Wybrałem chociaż zajrzenie do notatek. Zresztą i tak już było ciemno. Skrócone kolce spisują się bdb, może tylko przód trochę za bardzo skrócony i lubi potańczyć. Ale cudów to sie w takich zaspach nie można spodziewać. Rower i śnieg to wielka frajda. ...dopóki nie trzeba myć roweru lub nie widzi się zniszczeń spowodowanych wilgocią i/lub solą.
niedziela, 04 stycznia 2009
Przypasowanie. Nie zawracaj
Nieraz jestem zdziwiony jak bardzo piosenki mogą swym tekstem pasować do naszych uczuć czy też do aktualnego nastroju. Ostatnio jest znów taka jedna: Kimya Dawson - So Nice So Smart You're such a good friend I hafta break your heart Tell you that I love you then i'll tear your world apart Just pretend I didn't tear your world apart Co jeszcze mi się "przypasowało"? Tymbark i jego wróżby. Jedna butelka kupiona specjalnie z myślą o Nowym Roku, miała być swoistą przepowiednią i jakąś zakichaną złotą myślą. I o ile od jakiegoś czasu Tymbark pod kapslami miał same ..no pierdoły, to tym razem rzeknę z przekonaniem, iż stanął na wysokości zadania. Coś z czym się utożsamiam, zgadzam, pragnę i miło by było, abym stosował. Zresztą czy tylko ja? "Nie zawracaj". Nawet doczekał się foty, o. Nowy rok przywitany, postaraj się panie 2009, oj postaraj. ![]()
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Święta
Śniegu nie ma. Fajnie. To znaczy - fajnie, że jesień tak się przedłużyła. Że pozwalała jeździć, że okres jesienno-zimowy nie przyniósł zbyt wiele ciapy na ulicach, że pozwalała chodzić w cienkich ubraniach. Bo śnieg i tak będzie, jeszcze. Ale gdy spadnie - niech spadnie. W dużych ilościach, czysty. A potem niech już zniknie, szybko i bez brudu, żeby przyroda mogła wracać do życia. Nastąpi cały ten czas zakochanych, pora roku par. Śniegu nie ma, atmosfery świątecznej także. Tylko ludzie co chwila powtarzający "kurcze, święta za tydzień". I tak czas ten kurczył się z każdym dniem. Nie było kupowania prezentów, ludzie nie zdobili choinek, okien czy balkonów. Nie słuchali piosenek świątecznych, nie składali sobie życzeń w sklepach. To są głównie moje przemyślenia, choć wiele osób się ze mną zgadzało. Bo ja nie słyszę tych sztucznych czułości w sklepach. Nie widzę gonitwy za prezentami. Nie widzę śniegu i miliarda mikołajów. Wreszcie - nawet świątecznej reklamy Coli coś zbyt często nie widywałem, chyba dwa razy. Może to po prostu mi się "udaje" uniknąć całej tej szopki. Bo w końcu jej nie lubię. Ale nie wiem, to chyba nie jest takie proste. Świąt w tym roku jest mało, brak śniegu tylko ten fakt potęguje. Nie, nie jest mi z tym źle. Może tylko komplikuje to nieco sprawę fotografii "społeczno-świątecznych", które mamy wykonać. Ale skomplikowana byłaby zawsze, nawet w te "normalne lata" - bo ciężko pokazać coś, czego się nie czuje i/lub czuć nie chce, nie widzi. Liczebność karpia trochę spadła. Ja tam ryb nie lubię, jak to skomentował pewien dres do drugiego dresa w elitarnej linii tramwajowej numer 3 - "10 minut pierd.. się z ośćmi, minuta jedzenia". No, to też fakt. Filety ujdą, jak najbardziej ;>. I nawet pomysłów na prezenty nie mam w tym roku. Albo inaczej - niezbyt o tym myślałem. A jeden genialny jest nie do zrealizowania, gdyż jest już za późno. Hr. I życzeń nawet mało, tak jak "na ulicy". I nawet lampek nie chciało mi się wieszać. Choinki oczywiście nie mam, którą to "oczywistość" podkreśliła pewna Pani. Nie wiem czy to takie oczywiste, czułbym potrzebę i miał po co, z kim, kiedy i dlaczego ją ubierać - byłaby i choinka. Może to własnie w takich miejscach powinno się ratować co tylko się da? Może.
czwartek, 11 grudnia 2008
Bike
No więc dziś Katowice były na rowerowo. Ścięgno a.k.a. kolano wciąż boli, zatem z rana lekarz. Chyba, że znów w łóżku będzie mi tak cudownie, że to oleję. W końcu cała zima przede mną =P ![]() Obniżyłem sobie ostatnio ciut rogi bo od ostatniej korekty siodełka tego nie zrobiłem i w sumie trochę sterczały. Klamkomanetki także poszły ostro w dół. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego wielu jeździ z hamulcami prawie pionowo skierowanymi w dół. Z przyzwyczajenia zostałem przy takim ustawieniu jakie miałem jeszcze w Romecie zapewne, heh. Chociaż i tak poszły od tamtej pory znacznie w dół. Ale teraz to już po całości. I przyznaję - jest to wygodne i praktyczne, heh. Mała zmiana a cieszy. Zamontowałem także nowy kabel do licznika, jako że ostatni został zerwany w górach przy crashu. Chciałem biały - jest biały ;). Trochę awangardą niemalże leci =P. Jest dziwne ale mi się podoba. Miał się wyróżniać. Tylko ciut za gruby :>. Skończyły się zmywacze do paznokci, nie mam zatem czym czyścić łańcucha. Nie mam pomysłu gdzie kupić benzynę ekstrakcyjną bo mi Centrofarb obok domu zamknęli. I jakoś takiego mam lenia, że nie potrafię sięgnąć po jakikolwiek portal typu yellowpages -_-. Rzęzi mi łańcuch bo nie mam go jak wyczyścić. Ekhm ekhm. Mikołaju, pedale Ty jeden, na święta chcę: urządzenie do czyszczenia łańcucha, rozkuwacz do łańcucha (najlepiej w zestawie kieszonkowym z kluczami) i spinkę do łańcucha. Preparat sam gdzieś dorwę =P A w ogóle to w dupie mam te święta i najchętniej spędziłbym je w górach na szlaku. Ole! Fajnie zmienić w rowerze takie pierdoły, które i tak dają radość ;o. I jeszcze na koniec Pani Daria, bo się komuś spodobało chociaż mi średnio. Uprzedzając - Pani Daria niestety zajęta ![]()
wtorek, 09 grudnia 2008
Tak sobie
Cóż. Myliłem się. Ale przeczucie pozwoliło na celowe uniknięcie. A tak to potrenowałem ciut, kolano nie boli :>. Ale też czego się spodziewać skoro trenowałem podjazdy...? Może jutro szosa. ![]() Noc jest piękna, fajna, pobudzająca. Trochę tęsknie za letnimi wieczorami. Gdy robi się tak... rześko. Dopiero wtedy ma się ochotę wychodzić z domu. I na rolki można i w plener i rower. Hrhrhr. A teraz się na lato czeka. Już się zaczęło, mimo że pogoda w dalszym ciągu jest przepiękna, jak na tą porę roku. Nie ma śniegu, póki co. Gdy będzie - będzie już lepiej. Wtedy znów pojawiają się nowe atrakcje :>. I już wiosna. I kolejny rok studiów będzie się kończył, hah. Zaniedbuję Nikusia, goddamn. Ale jakoś tak nie mam ochoty czy sił z nim wychodzić, hm. ![]() Nie mogę uwierzyć, że w rzeczywistości ten krajobraz był całkowicie ciemny. Jednak kilkadziesiat sekund naświetlania robi swoje, fajny efekt |
O autorze
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||