|
Blog > Komentarze do wpisu
Kilometrowo
Rano laptop umarł. Chodził jak się okazało całą noc, nie chciał się wyłączyć. A po wyłączeniu wieszał się przy starcie. No to śrubokręt w dłoń. I tym razem rozłożyłem go niemal całkowicie, okazało się to prostsze niż myślałem (chociaż do chwili obecnej go nie skręciłem ;) ). Pomijając kwestie techniczne - obecnie chodzi. Jestem prO.
![]() Przez te poranne przygody późno wyjechałem na bajka. Nie zjadłem też śniadania, nie wziąłem jedzenia. Mądre to to nie było, ale też nie planowałem zrobić więcej niż 50km więc bez "hardkoru". Były Kończyce, Chudów, Ornontowice, Orzesze, Gostyń, Kobiór, Wyry, Łaziska Górne, Mikołów itd.. Był też Zgoń (a.k.a. Zgon), heh. Była też Zawiść, była Zazdrość.. Później były też rzeczone już Łaziska. Te monumentalne hałdy kopalniane są niesamowite. Równie niesamowite są tam podjazdy... O ile do Orzesza dotarłem ze średnią 29km/h (?!??!?!), o tyle od lasów w okolicach Gostynia przez Łaziska aż do Zabrza średnia zaczynała spadać :P. Duża w tym zasługa właśnie gór (naprawdę, GÓR) w Łaziskach właśnie. Każdemu mogę polecić podróż z Wyr, ulicą Łaziska, Wyrską, Pstrowskiego, Świerczewskiego, Orzeską i Brada aż do Góry św. Wawrzyńca ;). Nic dziwnego, że po drodze spotkałem kilka teamów, które trenowały tam podjazdy (pozdrawiam i dzięki za doping ^^). Piwo naprawdę wypłukuje organizm. Na początku dobiłem łydki sunąc po asfalcie w szybkim tempie, w Łaziskach przyszła pora na uda. Przyznam szczerze, że w Zabrzu na samym końcu podróży ledwo się toczyłem. Wyszedł trochę niezaplanowany kilometraż ;). Ale nie żałuję, wręcz przeciwnie. Średnia na sam koniec i tak mnie zadziwiła. Chociaż była niższa od topowych 29km/h o prawie 4, to i tak była bardzo dobrym osiągnięciem :). To wszystko siedzi w głowie. Zresztą głowa ta w Łaziskach Górych stymulowana była filmem ze wspinaczki Lance'a Armstronga na Luz Ardiden na Tour de France w 2003 roku. Wizja połączona z niesamowicie dobrze dobraną muzyką Tiesto powodowała, że niemal mdlałem podjeżdzając i - co najważniejsze - nie rezygnując. Aczkolwiek nie wiem jak ten robot to robi =P. A do Łazisk na pewno wróce. Także z aparatem (dziś nawet telefonu zapomniałem, więc nawet tym zdjęc nie mogłem zrobić :/). niedziela, 05 kwietnia 2009, mgrossy
|
|